niedziela, 11 lipca 2010

Nerd rage – czyli rzeczy, które mnie wkurzają- w pigułce ;)

nerd-rageNie pisałem ponad pół roku, ale ci którzy tu zaglądają (są tacy?) zapewne zauważyli zmiany layoutu, które są efektem zabaw CSSami. Na usprawiedliwienie swojej absencji na tym wspaniałym blogu, mogę tylko podać link na stronkę VideoGamer.pl , która jak sama nazwa wskazuje porusza moją ulubioną tematykę.
Mam zaszczyt być jednym z redaktorów wspomnianego bloga, więc spragnionych moich wypocin zapraszam do odwiedzenia, gdyż to właśnie tam produkuję się bardziej regularnie niż tutaj. Z tego też powodu, posty traktujące o grach video będą się tu dużo rzadziej pojawiały i większości przypadków będą to albo odrzuty z VG, albo maksymalnie subiektywne wrażenia towarzyszące moim prywatnym doświadczeniom okołogrowym. Cóż, popiszemy i zobaczymy ;) Po tym krótkim wstępie zapraszam do dania głównego, czyli nowego wpisu będącego bezczelną próbą wyżycia się na wkurzających mnie rzeczach, w jednym miejscu, raz a dobrze. Oto mój epicki nerd-rage:

  • Ktoś kiedyś powiedział, że od pesymistów należy się trzymać z daleka, bo nawet najbardziej pozytywnie nastawiony do świata człowiek, po pewnym czasie ulega ich negatywnemu wpływowi. Jest to szczera prawda i przekonuję się o tym każdego dnia, na dodatek moja odporność na takie zachowanie jest wyjątkowo niska, co w rezultacie wpływa bardzo źle na wszystkie moje czynności. Skrajni pesymiści znajdą każdy pretekst, by wylewać z siebie złą karmę zamieniając innych w pesymistyczne zombie, by oczywiście powiększyć swoje szeregi i narzekać razem. Taka jest polska mentalność, ale wydarzenia z kwietnia, oraz późniejsze wybory prezydenckie były do tego chyba najwspanialszą okazją.

  • Internetowe trolle są grupą niezwykle liczną i różnorodną, niemniej właśnie tę formę pesymiści wyjątkowo uwielbiają. Mogę Wam zagwarantować, że jeśli zdarzy się cokolwiek co pozytywnie Was nastroiło i zajrzycie do sieci, to zaraz znajdziecie grupę takich, którzy bardzo chętnie waszą radość przygaszą. Internet to wspaniałe źródło komunikacji, wiedzy i rozrywki, jednak jest też przerażającym narzędziem zniszczenia, zwłaszcza w rękach nastoletnich trolli. Zawsze najmądrzejsi, wyszczekani i agresywni, gdy im zwrócisz uwagę chcą się ustawiać na podwórku na pojedynek, zapewne polegający na radosnym okładaniu się workami na kapcie. Pamiętajcie rodzice- to nie internet psuje dzieci, to dzieci psują internet!

  • Fora internetowe – można się z nich błyskawicznie dowiedzieć wielu informacji na interesujący nas temat, co najważniejsze pochodzących bezpośrednio z opinii ich użytkowników. Sam odwiedzam oczywiście różnorakie fora poświęcone grom video i poza możliwością poczytania opinii o nowościach, zadania pytań pokroju “podobała mi się gra X, czy ktoś zna coś podobnego”, oraz możliwością promowania VideoGamer’a prawie za każdym razem daję się wciagnąć w niepotrzbne potyczki ze wspomnianymi już trollami, co kończy się stratą czasu i zapewne zdrowia. Od dzisiaj zamierzam sobie zapamiętać i trwać w silnym postanowieniu, żeby ograniczać wizyty pod takimi adresami www.

  • Facebook – zwany też “lansbookiem” jest kolejnym wkurzającym mnie niemiłosiernie miejscem w sieci. Bywam na nim stosunkowo rzadko, a raczej krótko gdyż po prostu sprawdzam tylko co kto do mnie napisał gdy dostaję powiadomienia na gmailu. Strona sama z siebie jest świetna, dzięki idei pokazania wszystkim wirtualnym znajomym praktycznie wszystkiego co aktualnie robimy w sieci. Może to sprzyjać ciekawym dyskusjom gdy ktoś z moich znajomych zagra w grę X i możemy o tym podyskutować, podobnie jak po obejrzeniu filmu Y. Pomysł ten sprawdził się w przypadku muzyki i Lastfm, niestety ludzie którzy stworzyli Facebook’a zapewne świadomie przystosowali go też jako idealne narzędzie dla wspomnianych już wielokrotnie trolli, oraz wszelakich nolifeów. Naprawdę, fajnie jest zobaczyć w jednym miejscu co nowego słychać u swoich znajomych, ale oglądanie setek zdjęć z “wczorajszej imprezy- ale sie działo!” albo “słitaśnych” fotek zakochanych par jedzących razem obiadki i chodzących na spacerki, oraz czytanie o wszystkich najmniejszych ich problemach i czynnościach jest nawet gorsze niż opisy na gg. Aż czasem mam ochotę po skończonej sesji z Nintendo DS z cyklu “na tronie” zrobić fotkę muszli i swojego “dzieła” by potem przylansować się na facebooku. Bo w końcu to czynność fizjologiczna, taka jak jedzenie czy picie, nieprawdaż? Autorzy FB mają jednak u mnie plusa za możliwość usuwania notyfikacji ze strony głównej, z czego nie raz już skorzystałem.

  • Kolejna grupa osób, które niezwykle mnie wkurzają to pewien specyficzny typ młodych i wspaniałych będących niczym więcej niż zwykłymi cwaniakami. Niezwykle to modne ostatnio, ot nie chce nam się uczyć, więc lepiej pokombinować, kupić pracę na zaliczenie od kogoś innego. Jednocześnie warto cały czas pamiętać by pokazywać otoczeniu, że jesteśmy zajebiści i wszystko umiemy robić najlepiej, co najlepiej robi się poprzez krytykowanie innych. Aha i koniecznie trzeba napisać sobie w profilu na goldenline “przyszły milioner” a po pracy na kasach w Tesco dopisać "stanowisko: ekspert ds. bespośredniej sprzedaży”. Mam tylko nadzieję, że pracodawcy też są cwani i umieją docenić ludzi kreatywnych i lubiących wyzwania, a nie kombinatorów, którzy chcą łatwo i szybko.

  • Młodzi eksperci ds. gier  to kolejna grupa warta wspomnienia, mająca wiele wspólnego z tą pierwszą. Mają po naście lat i myślą, że jeśli 90% czasu spędzają przed konsolą/komputerem to nadają się na redaktorów portali o grach. Grafikę ośmiobitową znają tylko z wikipedii, oldschool oznacza dla nich wszystko starsze od szóstej generacji konsol (PlayStation 2) ale podkreślają wszem i wobec jacy są zajebiści bo lubią Super Mario Bros z Pegasusa. Problem w tym, że większość z nich to typowa szara masa podniecająca się kolejnymi klonami “modern łorfer” w które mogą rąbać przez niedostępny u nas Xbox Live, popisując przy tym swoimi głosikami, które jeszcze na dobre mutacji nie zaznały.

  • Bananowa młodzież tutaj będzie krótko. Wyglądają jak klony, łażąc całe dnie w centrum Warszawy po tych samych sklepach, wydając przy tym ciężko zarobione pieniądze swoich rodziców. Nie lubię marnotrawstwa a oni są w tym niewątpliwie mistrzami, mając bardzo dużo pieniędzy niezwykle łatwo przekroczyć granicę pomiędzy nabywaniem fajnych rzeczy a płaceniem tylko za metkę by “poczuć różnicę” nakręcając tym samym maszynę zła :P Aha, przyjezdnych którzy od razu są wielkimi warszawiakami, lub co gorsza przyjeżdżają tu pracować i narzekać też nie cierpię- wracajcie do domu, jeśli jest tu źle.

  • Justin Bimber” – obciachowy gnojek bez talentu, “produkt” dla bezmózgich amerykańskich nastolatek, którego miałem totalnie absolutnie gdzieś do czasu, gdy nie zobaczyłem jego młodocianej gęby podczas konferencji Microsoftu na tegorocznych targach E3. Czarę goryczy przelało też jego zdjęcie z “moją” Katy Perry :P A fe!

  • W notce prawie na sam koniec, ale u mnie w czołówce najbardziej demotywujących mnie rzeczy ostatniego czasu plasuje się znana korporacja z Redmond, czyli Microsoft. Windows 7 okazał się naprawdę udanym systemem i warto było zrobić na niego przesiadkę z XP co mnie cieszy, bo mój laptop zyskał dzięki temu trochę wigoru. Niemniej mając w pamięci epic fail jakim jest Vista uważam, że wszystkim jej nieszczęśliwym posiadaczom należy się update do 7 za darmo. Kolejna sprawa to prawie wszystko co jest związane z kwestią konsoli Xbox, której niestety jestem posiadaczem. Z jednej strony to świetny sprzęt bo jest tani, ma prostą architekturę więc programiści mogą łatwiej niż u konkurencyjnego PS3 uzyskać na niej dobrą oprawę AV, a dla mnie jako użytkownika dużym atutem jest bardzo wygodny pad, który jest swoją drogą bezczelną zrzynką z kontrolera kultowego Dreamcasta. Niemniej sprawdza się świetnie, więc można to MS wybaczyć. Natomiast cała reszta, czyli gry, usługi i otoczka towarzysząca tej konsoli, w moich oczach prezentuje się dużo gorzej. Jeśli ktoś kupuje ten sprzęt po to by pograć w nim w jak najwięcej gier niedostępnych na innych platformach, sromotnie się rozczaruje. Mnie osobiście do kupna Xa przekonała wyłączność na prawa do serii Fable. Jak się okazało, myliłem się potwornie, bo Fable 3 wyjdzie również na PC. Tym samym na Xboxa pozostała JEDNA typu exclusive, która mnie interesuje a jest nią Alan Wake, którego już ukończyłem. W kwestii Xbox Live, którego dla Polski ogłoszono tylko tyle powiem krótko- płacić 120 zł rocznie za to co jest za darmo u konkurencji, to kiepski interes. Myślałem, że da się przyjemnie grać bez usług sieciowych, ale obecne realia są takie, że większość gier jest nastawiona głównie na nie. Nie ma co za szybko liczyć na poprawę w temacie nowych tytułów, bo MS jest zajęty teraz promowaniem swojej wspaniałej, kosztującej 150$ kamerki do skakania przed telewizorem, którą reklamuje wspomniany już goblin Justin Bimber :P Na sam koniec dodam tylko, że polskie realia Xboxa wyglądają tak, że od maja czekam na jakiekolwiek konkrety ze strony Microsoft Polska w temacie wygranej przeze mnie w ich konkursie gry. Nieprofesjonalizm? Wystarczy, że firma organizuje konkurs z nagrodą główną w wysokości 10 tysięcy złotych, a przyznawanie i wydawanie nagród odbywa się wg. widzimisie organizatorów i równie dobrze może być ustawione. Nikt by na takie teorie pewnie nie wpadł, gdyby nie to, że największymi obrońcami Xboxa w polskim internecie są ludzie, którzy mają w znajomych na lansbooku panów pracujących w MS Polska. Rozwiązanie mojego problemu wydaje się oczywiste: sprzedać. Niestety wartość mojej wersji tej konsoli w ciągu roku zmalała o ponad 50%, więc wyjątkowo mi się to nie opłaca. Tym samym wylądowałem ze sprzętem na, którym nie chcę grać by firma, której nie lubię na mnie nie zarobiła, a pozbyć się też nie mam sensu. Cóż, przynajmniej Miaukocyt skończy na tym swoją Viva Pińatę, a ja niebawem i tak stanę się posiadaczem sprzętu Sony, które mnie na dłuższą metę jeszcze nie zawiodło – no może tylko lekko w przypadku PSP. Tak czy siak, muszę coś zrobić by ten wydatek nie skończył się znowu “nerdzeniem” w domu przed TV bez grosza przy duszy.
Btw, żeby nie było aż tak dołująco obiecuję, że jeden z następnych wpisów będzie listą rzeczy pozytywnych :P

2 komentarze:

Wredonika pisze...

Ale się rozpisałeś, wszystkie żale chyba tutaj wylałeś. Powiem tak: z częścią sie zgadzam (mam Win7), z częścią nie (sama jestem facebuniowym no-lifem)a część mnie nie obchodzi:P

semprini pisze...

Nastoletni eksperci do spraw gier to piękna rzecz. Koleś, który nie potrafi sklecić po polsku dwóch sensownych zdań, ale za to tytułuje się "redaktorem portalu" - czy może być coś bardziej zabawnego?